Mówi się, że praca event managera to sztuka gaszenia pożarów. Wiele osób pracujących przy organizacji różnego typu wydarzeń wręcz z dumą opowiada, że specjalizuje się właśnie „gaszeniu pożarów”. Szkoda tylko, że ktoś ten ogień musiał najpierw wzniecić.
Brzmi to trochę tak, jakby strażak-piroman podpalił stodołę i wszystkim dookoła opowiadał, że to jego zasługa, że płonie, ale spokojnie, bo wie, jak ten pożar ugasić.
Może trochę się czepiam i koloryzuję, jednak liczba różnych problemów, którym musi zaradzić event manager, jest duża. To nie podlega dyskusji. Warto jednak zauważyć, że wielu z tych wyzwań możemy uniknąć, dzięki odpowiedniemu planowaniu.
I. Po co klientowi event? I po co mu zewnętrzna firma?
Siedzimy wygodnie w biurze, zajmując się różnorodnymi codziennymi zadaniami, kiedy nagle pojawia się nowe zapytanie od potencjalnego klienta. Dla przykładu niech będzie to organizacja imprezy firmowej. Z pozoru temat bardzo prosty. Czytamy brief, z którego wynika, że klientowi zależy na klasycznej, ale zarazem nietuzinkowej imprezie z „efektem wow”, na pięćdziesiąt osób. Chce wydać nie więcej niż 500 złotych na osobę. Fajnie gdyby impreza odbyła się blisko siedziby klienta.
Mówi Wam to coś? Najprawdopodobniej niewiele. W rzeczywistości ten lead na obecną chwilę wydaje się raczej problematyczny. Świadczy o tym zwłaszcza słynny „efekt wow”, który dla zarządu, działu HR czy pracowników będzie oznaczał coś innego. A odpowiedzialnością za niedowiezienie go obarczony zostanie event manager.
W tej sytuacji nie pozostaje nam nic innego, jak wrócić do klienta z prośbą o spotkanie. Na tym spotkaniu będziemy chcieli określić główny cel imprezy. Zasugerujemy również, aby przeprowadzić ankietę wśród wszystkich zainteresowanych. Dzięki temu będziemy mogli lepiej zrozumieć, jakie są ich oczekiwania co do tego wydarzenia.
Podczas spotkania będziemy również musieli omówić, czy zaplanowany budżet jest realistyczny do osiągnięcia pożądanych efektów i czy istnieje rzeczywista potrzeba angażowania zewnętrznej firmy do realizacji tego projektu.
Chociaż dla wielu osób naturalną reakcją na takie zapytanie jest przesłanie klientowi gotowej oferty, która może zostać zaakceptowana, przynosząc ogólne zadowolenie, to jednak ostateczna ocena naszej pracy może być różnorodna i nie zawsze pozytywna.
II. Dobór podwykonawców
Organizując wydarzenie często musimy polegać na firmach zewnętrznych. Mam tu na myśli obiekt, w którym będziemy pracować, usługi cateringowe, ochronę, hostów i hostessy, animatorów i animatorki, fotografów, osobę prowadzącą imprezę, osobę od drona i tak dalej, i tak dalej.
Idealną sytuacją jest, kiedy mamy sprawdzonych podwykonawców, z którymi wcześniej pracowaliśmy. Znamy ich mocne i słabe strony. Wiemy, jak reagują na stres i jak bardzo elastycznie dostosowują się do nowych warunków. Niestety często takiego komfortu jako event managerowie nie mamy i musimy pracować z całkowicie nowymi ludźmi. Ale czy aby na pewno jest na co narzekać? W końcu poznawanie nowych ludzi to jedna z najfajniejszych części naszej pracy.
Przy takich współpracach kluczowe jest to, aby odpowienio przekazać swoje oczekiwania wobec podwykonawcy. Powinniśmy również jasno delegować zadania i - przede wszystkim - pozyskać wiedzę na temat firmy lub osób, z którymi przyjdzie nam pracować. Niejednokrotnie z pomocą mogą nam przyjść znajomi z konkurencyjnych agencji czy managerowie miejsc, w których będzie odbywać się wydarzenie. Nigdy nie bójmy się pytać, czy też prosić o pomoc. To nic złego, a może oszczędzić nam sporo pracy
III. Dobór zespołu i delegacja zadań
Nie czarujmy się, nikt z nas nie jest alfą i omegą, a zdolności bilokacji (jeszcze) nie posiadamy. Niejednokrotnie między jednym a drugim punktem realizacji eventu mamy do przebycia kilkunastominutową trasę z przeszkodami i warto jest mieć kogoś, kto odciąży nas z części zadań. Dlatego tak istotny jest zespół, z którym pracujemy.
Wybierając takie osoby zawsze powinniśmy się kierować wiedzą o ich mocnych i słabych stronach oraz zlecać im takie zadania, w których czują się dobrze lub nie sprawią im one większych problemów. Niezwykle istotne jest także spisanie zadań, przypisanie ich do osób i wręczenie ich w formie elektronicznej lub papierowej listy każdemu z pracowników podczas odprawy.
O czymś tak banalnym często zapominamy i pomimo że mamy ten zakres obowiązków w głowie, to zdarza się, że o czymś zapomnimy i w ten oto sposób mamy gotowy przepis na większy lub mniejszy fuck up.



