Mechanizmy psychologiczne wykorzystywane w dezinformacji
Zasadnicze pytanie brzmi – dlaczego ludzie wierzą tym fałszywym przekazom? Dezinformacja anty-OZE jest skuteczna, bo umiejętnie bazuje na psychologicznych pułapkach naszego myślenia. Oto najważniejsze mechanizmy psychologiczne, które stoją za społecznym oporem wobec inwestycji.
Efekt ekspozycji
Im częściej widzimy daną informację, obraz lub hasło – tym bardziej je lubimy i... ufamy. Znajomość budzi poczucie bezpieczeństwa, a to z kolei sprawia, że przekaz wydaje się bardziej wiarygodny. Nawet jeśli nie zgadzamy się z jego treścią – sam fakt wielokrotnego zetknięcia się z daną opinią może podświadomie zwiększać naszą akceptację.
To dlatego powtarzające się komunikaty, nawet absurdalne, oswajają nas z kontrowersyjnymi treściami. Przykład? Mit o szkodliwości farm wiatrowych, stale obecny w komentarzach, filmikach i postach. Nawet jeśli początkowo go odrzucamy, po dziesiątym zetknięciu z tą samą grafiką lub nagłówkiem zaczynamy myśleć: „wszyscy o tym piszą, może coś w tym jest”. Efekt ekspozycji działa automatycznie – powtarzalne komunikaty stają się znajome i przez to wydają się bardziej wiarygodne – niezależnie od ich prawdziwości.
Efekt powtarzania (iluzyjna prawda)
To w pewnym sensie rozszerzenie efektu ekspozycji. W tym przypadku jednak dotyczy konkretnych mitów, pojedynczych haseł i informacji. Jak potwierdzają badania społeczne, wielokrotnie powtarzane kłamstwo zaczyna brzmieć wiarygodnie. Im częściej odbiorcy słyszą daną tezę, tym bardziej mają wrażenie, że „coś w tym musi być”. Plotka o szkodliwych wiatrakach czy wymyślone „fakty” o kosztach OZE, wciąż pojawiające się na Facebooku czy forach, z czasem zapadają w pamięć i mogą uchodzić za prawdę.
Przykładowo, powielane setki razy w memach stwierdzenie, jakoby „turbiny wiatrowe powodowały raka”, dla części odbiorców brzmi niemal tak samo wiarygodnie jak informacja o szkodliwości palenia – mimo że jest całkowicie bezpodstawne. Badacze od lat dokumentują ten efekt, a praktyka pokazuje, że „repetition makes the lie sound true”.
Chętnie z tego korzystają przeciwnicy OZE. Wybierają najbliższy “problem” w danej społeczności i bez końca powtarzają go, tak aby mocno wbij się do świadomości. Przykład – jeśli na danym terenie ma swoje gniazdo chroniony gatunek ptaka, z którego obecności dumni są lokalni mieszkańcy, przeciwnicy mogą nieustannie powielać informacje o tym, jak wiele ptaków ginie przez łopaty turbin wiatrowych. Dopasowany lokalnie przekaz, wielokrotnie powtarzany w końcu może wpaść na podatny grunt.
Bias potwierdzenia (selektywne myślenie)
Ludzie mają naturalną skłonność do przyjmowania informacji zgodnych z ich już ugruntowanymi poglądami, a odrzucania tych, które im przeczą. Mechanizm ten sprawia, że osoba sceptycznie nastawiona do ekologii łatwiej uwierzy w każdą opowieść o zawodności wiatraków czy paneli słonecznych.
Szukamy argumentów potwierdzających to, co już „wiemy”. Przeciwnicy unijnych regulacji klimatycznych chętniej uwierzą więc w narrację, że OZE to narzędzie obcych interesów, a zwolennicy teorii spiskowych bezkrytycznie przyjmują rewelacje o „ukrytych celach” budowy farm wiatrowych, takich jak chociażby zakup starych turbin wiatrowych z Niemiec i stawianie ich w Polsce. Dezinformatorzy świadomie podsuwają każdej grupie odbiorców treści skrojone pod ich światopogląd – przez co fake newsy zyskują na skuteczności.
Jeśli dodamy do tego moc algorytmów mediów społecznościowych, które chętniej podsuwają nam kolejne posty czy informacje, z którymi wchodzimy w interakcję to powstaje przepis na bańkę informacyjną, z której bardzo trudno jest uciec.
Efekt owczego pędu (presja większości)
W dyskusji publicznej często ulegamy temu, co wydaje się opinią większości. Jeśli na lokalnym forum widzimy dziesiątki głosów przeciw inwestycji, sami zaczynamy się wahać – „skoro wszyscy są przeciw, to może coś jest na rzeczy”. Co więcej, ci, którzy popierają projekt, mogą milczeć z obawy przed atakiem (tzw. spirala milczenia).
Dezinformacja korzysta z tego mechanizmu, tworząc wrażenie masowego sprzeciwu (np. poprzez armie botów i fejkowych kont generujących negatywne komentarze). Głośna mniejszość potrafi wtedy uchodzić za głos większości.
Innym przykładem mogą być spotkania informacyjne wśród lokalnej społeczności. Często to przeciwnicy są lepiej zorganizowani, pojawiają się w grupie na takich spotkaniach i zdecydowanie mocniej wyrażają swoją opinię. Postronny uczestnik może odnieść wrażenie, że tak dużo osób jest przeciwnych, pomimo faktu, że będzie to grupa nadreprezentowana.
Negatywność i sensacja
Psychologia mówi jasno – negatywne emocje rozchodzą się szybciej niż pozytywne. Strach, gniew czy niechęć są silnymi motywatorami do działania (i udostępniania treści). Twórcy fake newsów umiejętnie to wykorzystują: przekazy pełne alarmistycznych haseł („katastrofa”, „zagrożenie życia”, „skandal”) natychmiast przyciągają uwagę i są masowo udostępniane, podczas gdy sprostowania i spokojne wyjaśnienia już nie budzą takich emocji.
W efekcie plotka obiega świat, zanim prawda włoży buty – społeczności lokalne szybciej usłyszą o potencjalnych „truciznach” z elektrowni wiatrowych niż o raportach potwierdzających ich bezpieczeństwo. Negatywne pierwsze wrażenie bywa potem bardzo trudne do odwrócenia.
Heurystyka dostępności
To skłonność do oceniania częstotliwości zjawiska na podstawie łatwo przypominających się przykładów. Gdy w mediach szeroko opisywany jest jeden incydent (np. awaria turbiny wiatrowej, pożar paneli fotowoltaicznych czy spektakularny wzrost cen prądu „przez wiatraki”), ludzie zaczynają przeceniać prawdopodobieństwo takich zdarzeń. Jeden dramatyczny przypadek urasta do rangi reguły.
Przeciwnicy OZE celowo nagłaśniają wszelkie pojedyncze negatywne wydarzenia – tak aby przeciętny odbiorca miał w głowie obraz „ciągłych awarii i problemów” związanych z zieloną energią. Bez kontekstu statystycznego (np. że awarie zdarzają się rzadko, a wzrost cen ma inne przyczyny) społeczność łatwo ulega wrażeniu, że ryzyko jest nieakceptowalne.
Świadomość istnienia powyższych mechanizmów jest pierwszym krokiem, by się na nie uodpornić. Skoro jednak przeciwnicy inwestycji tak skutecznie grają na ludzkich emocjach i błędach poznawczych, to co mogą zrobić firmy energetyczne i przemysłowe, by przechylić szalę na swoją stronę?